- Sorki...- Szepnęłam zmieniając się w zwykłą wilczycę. Skuliłam się.
Moje oczy zalały się łzami. Uciekłam. Biegłam przed siebie, nie patrząc
na drogę. Dobiegłam do wielkiego, srebrnego zamku. Powoli weszłam po
schodach. Gdy znalazłam się w głównej sali pognałam do następnych
schodów. Długo biegłam, aż znalazłam się w dość dużej komnacie. Przez
jedno okno wpadały słoneczne promyki. Był już zachód słońca. Usiadłam na
samym środku komnaty i zaczęłam śpiewać:
- Są dni gdy czuję się okropnie... Tak bardzo samotnie! I nikt mi
wtedy nie udowodni, że wcale nie jest tak źle...- Na podłogę spadło
kilka kropel moich łez. Mój śpiew ''wylatywał'' z otwartego ogna i niósł
go na wszystkie tereny watahy. Podeszłam do okna i oparłam się o nie
przednimi łapami. Patrząc przed siebie zaśpiewałam inną piosenkę:
- Z oczu twych czytam, że powinieneś pójść, bałam się tego dnia,
serce krzyczy ,,wróć!'' zrozumiałam, że na tej planecie już nie opłaca
się kochać...Koniec gry mamy dość wypadamy w aut...Przecież tak toczy
się los miliardów par, przecież tym dzisiaj oddycha ziemia, chaos
pustkę...-Przerwałam, bo zapomniałam słów. Postanowiłam, że zaśpiewam
inny fragment.- Oczy otwieram smutne! Bo umiera świat, bo umiera świat
na brak miłości!
< Ktoś mnie usłyszał ? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz